Obcięłam włosy!

Podcinam włosy co około pół roku ze względu na to, że zależy mi na ich zapuszczaniu – ale jednak chcę regularnie pozbywać się rozdwojonych końców. Tym razem szczególnie odczułam potrzebę pójścia do fryzjera ze względu na pogłębiający się problem z kołtunami.

Pamiętając moją rozpacz po ostatniej wizycie w Olsztynie, uznałam, że pojadę do mojego pewniaka, czyli do pani Danusi z salonu Iness w Wejherowie, u której byłam rok temu i byłam niesamowicie zadowolona.

 

przed cięciem

 

Na czym polega fenomen pani Danusi?

 

Przede wszystkim na tym, że tnie na sucho, co jest świetnym sposobem cięcia przy kręconych włosach. Widzimy na bieżąco, jak się układają i jak będą się prezentować na koniec – dzięki temu, że ich nie moczymy, podczas cięcia nie prostują się, nie są dłuższe, i nie przeżywamy szoku po ich wyschnięciu.

Ostatni raz byłam u niej rok temu. Obserwowałam wtedy jej ruchy – a dokładniej, jej nożyczek – obcinała włosy pasmo po paśmie pod odpowiednim kątem – dlatego też zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że tym razem obrała zupełnie inną metodę.

 

przed cięciem

 

Jak przebiegła wizyta?

 

Standardowo, na początku były pytania odnośnie tego, co chcę osiągnąć. Powiedziałam, że zapuszczam włosy, dlatego zależy mi jedynie na podcięciu końcówek i wycieniowaniu całości – bo moje cieniowanie już mocno odrosło. Następnie pani Danusia przeszła do działania.

Jak już wspomniałam, zdziwiła mnie nowa metoda. Zamiast pojedynczych pasm, fryzjerka brała grubsze, rozczesywała je i cięła tak jakby… na skos? Co skojarzyło mi się z cięciem, które zazwyczaj robi się na mokro. Nie dopytywałam, uznałam, że skoro ma tak być, to pani Danusia pewnie wie, co robi. Oddałam się w jej ręce bez zbędnych pytań.

Całą wizytę przegadałyśmy. Pani Danusia jest niezwykle otwartą i radosną osobą, która zaraża innych swoją energią, więc pół godziny minęło w mgnieniu oka. A jak już minęło, to… trochę byłam zszokowana długością moich włosów.

 

od razu po cięciu

 

Pierwsze wrażenie

 

Przez pierwszy dzień trochę oszukiwałam siebie, wmawiając sobie, że może po myciu coś się zmieni – ale tak czy siak, dobrze wiedziałam, że włosy skręcą się jeszcze bardziej. Jeśli śledzicie mnie trochę dłużej, wiecie, że podobną sytuację miałam w czerwcu – i właśnie chcąc jej uniknąć, wybrałam się specjalnie do Wejherowa, żeby obciąć jedynie końcówki.

Porównując zdjęcia, możecie zauważyć, że z włosów, które sięgały już za oparcie, zyskałam krótsze o jakieś 10 (czy więcej) centymetrów. Wieczór, standardowo, przepłakałam w rękaw chłopaka, przeklinając siebie, że ponownie zaufałam komuś innemu w kwestii moich włosów, niż samej sobie. Dlatego też postanowiłam, że w przyszłym roku inwestuję w nożyczki fryzjerskie i sama będę załatwiać sprawę końcówek.

 

Gruba przesada?

 

Możecie sobie pomyśleć, że coś mam nie tak z główką, skoro z powodu zbyt krótkich włosów ryczę. Mam dla Was dwa wyjaśnienia. Pierwsze to to, że nienawidzę siebie w takiej długości. Mam dosyć ostre rysy, a krótka fryzura jeszcze bardziej je podkreśla i mnie postarza.

Drugie jest trochę przykre, ale… cięcie jest strasznie krzywe.

 

po pierwszym myciu

 

Już na zdjęciu możecie zauważyć pewną rzecz. Pani Danusia pytała mnie, co chciałabym zrobić z odrastającą grzywką – zostawić ją tak, jak jest, czy skrócić. Poprosiłam o skrócenie jej tak, żeby mieć po boku, przy twarzy, nieco więcej objętości. Ale kiedy po myciu przyjrzałam się włosom, zobaczyłam jedną grubą warstwę jednakowej długości (ta krótsza), dziurę i zostawiony niewycieniowanym dłuższy dół.

Objętość, owszem, dostałam, ale tylko do pewnego momentu, bo dolna partia jest przerzedzona.

 

 

Krzywo podcięty został także przód. Pasmo bliżej twarzy jest dłuższe od tego, które jest już nieco dalej. Wszystko prezentuje się niesamowicie dziwnie. Jedno jest pewne – jest mi strasznie przykro, ale czuję się w tym cięciu źle. Na pewno przyzwyczaję się do nowego wyglądu, to normalne, ale tak czy siak, żałuję, że się na to zdecydowałam – chociaż z drugiej strony wiem, że włosy naprawdę potrzebowały natychmiastowego cięcia.

Możecie mówić, że włosy szybko mi odrosną (bo rosną jak szalone) – ale to nie w tym sęk. Nie po to tyle czasu je zapuszczam, żeby cały czas wracać do punktu wyjścia i męczyć się z tym od nowa. Dodatkowo, styczniowi studniówkowicze chyba zrozumieją to, że chciałam mieć na balu długie włosy. 😉

 

Czy nie polecę już nikomu pani Danki?

 

Nie o to chodzi! Jeden błąd nie powinien skreślać człowieka czy jego pracy. Każdy ma czasem gorszy dzień – można się źle czuć, być chwilę nieuważnym. Szczególnie, że pani Danusia zmagała się ostatnio z chorym nadgarstkiem. Z zeszłorocznego cięcia byłam bardzo zadowolona, może ta wczorajsza wpadka była kwestią zmiany metody cięcia…? Z drugiej strony, ciekawi mnie, skąd to przestawienie się na inny sposób niż ten z tamtego roku.

No nic, ja jednak się trochę sparzyłam, dlatego – jak już wcześniej wspomniałam – mam w planach zakup nożyczek fryzjerskich i od tej pory będę ufać tylko sobie – i ewentualne pretensje kierować też jedynie do siebie.

 


Dajcie znać, co sądzicie o efektach cięcia i czy mieliście okazję ciąć się u Pani Danusi.


Trzymajcie się, pięknego dnia i na razie!
zakręcovnia