Isana Oil Care: recenzja serum

Od dwóch lat nie używałam żadnych silikonów – chyba że w ramach pojedynczych testów jakiejś konkretnej maski albo stylizatora – a zaraz po tym i tak zmywałam wszystko mocnym szamponem. Dlatego pewnie domyślacie się, że musiało stać się coś poważnego, skoro znowu postanowiłam skorzystać z ich pomocy.

 

Kołtuny

 

Tak jest, to właśnie one nie dawały mi spokoju przez ostatni miesiąc. Włosy nad karkiem kołtuniły mi się na tyle, że zdecydowałam się zrezygnować ze stylizatorów (duże kołtuny zauważałam szczególnie po moim ulubieńcu – żelu Syoss Men Power Hold) i zostać jedynie przy emolientowej odżywce b/s.

Na to, że włosy zaczęły być w coraz gorszym stanie, wpłynęły przede wszystkim swetry, płaszcz i szaliki – ale też, przyznaję się, moje lenistwo – bo ostatnio opuściłam się trochę, jeśli chodzi o regularne olejowanie.

Poczułam, że oleje z pestek malin i pestek śliwki nie są już wystarczającym zabezpieczeniem przed szorstkimi materiałami, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po serum silikonowe – a mój wybór padł właśnie na to od Isany.

 

Pierwsze wrażenia

 

Cecha, na którą od razu przy pierwszym użyciu zwróciłam uwagę, to konsystencja serum. Jest naprawdę gęste, czym mocno różni się od zwykłych olejów – stąd też moje zaskoczenie – przyzwyczaiłam się już do bardziej płynnych produktów.

Obawiałam się, że ze względu na swoją gęstość, serum będzie się źle rozprowadzało, ale na szczęście jedna kropla wspaniale rozciera się między dłońmi i w pełni pokrywa moje dosyć już długie i średnio gęste włosy. Na początku, standardowo, skupiam się na karku, a dopiero później zajmuję się resztą włosów. Zabezpieczając włosy na noc, używam już 1,5 kropli, z czego większość też ląduje na to najbardziej problematyczne miejsce.

Zapach nie jest ani piękny, ani brzydki – raczej typowy dla tego typu produktów. Jest wyczuwalny tylko przy wylaniu odrobiny na rękę i zbliżeniu do niej nosa – na włosach się nie utrzymuje.

 

 

Opakowanie

 

Pompka idealnie wymierza nam produkt. 1-1,5 kropli to ilość trafiona w punkt. Ani nie przeciąża i nie tłuści włosów, ani nie pomijam z nią żadnej partii.

Samo opakowanie jest zrobione z miękkiego plastiku, dzięki czemu jest lekkie, poręczne i idealnie nadaje się do zabrania ze sobą do szkoły czy pracy (zabezpieczam włosy kilka razy dziennie) – dodatkowo, w końcu nie musimy martwić się o to, że produkt przedostanie nam się do torebki, co często spotykało mnie przy opakowaniach z mniej szczelną pompką. Ta nie przepuszcza nawet odrobiny!

Szybko da się zauważyć, że serum będzie wydajne. Używam swojego od ponad tygodnia – przy okazji codziennie zabezpieczając włosy koleżankom z klasy 😀 – a zużycie jest znikome.

 


Skład

 

W składzie zobaczymy przede wszystkim lotne i zmywalne delikatnym szamponem silikony, hybrydowy i zwykły olej słonecznikowy oraz olej arganowy. Reszta to konserwanty i składniki kompozycji zapachowej.

 

Dostępność i cena

 

Produkt dorwiemy w każdym Rossmannie. Kosztuje około 13 złotych za 100 ml.

 

Działanie

 

Póki co, nie zauważyłam żadnych minusów. Produkt znakomicie wygładza włosy, więc jak tylko zobaczę, że wilgoć mnie trochę spuszyła, od razu sięgam po to serum i naprawiam sytuację.

Sprawdzi się zarówno na włosach kręconych, jak i prostych (sprawdzone, ich też nie tłuści). Myślę, że ze względu na swoją wydajność, wystarczy mi na kilka dobrych miesięcy, więc nie wiem, czy po tym czasie nie znudzi mi się – lub czy nie znajdę czegoś lepszego – ale na tę chwilę na pewno kupiłabym drugie opakowanie i poleciła je innym zakręconym – czy, jak wspomniałam – prostowłosym.


Dajcie znać, czy mieliście styczność z tym produktem – i co o nim sądzicie. Czym najchętniej zabezpieczacie włosy?

Trzymajcie się, pięknego dnia i na razie!
zakręcovnia